Przejdź do głównej zawartości

Cukrzyk w kolejce


Nigdy nie oczekiwałam szczególnych przywilejów z tytułu cukrzycy ani w szkole ani w pracy ani w życiu codziennym. W końcu na pierwszy rzut oka nic mi nie jest, mam dwie nogi, dwie ręce, widzę i mogę chodzić. Poza tym nie lubię kiedy ludzie mi współczują, więc staram się nie okazywać żadnych słabości.


Niestety w mojej głowie było zakorzenione, że nie mogę dać nikomu powodu do myślenia, że z tytułu choroby próbuję czerpać jakieś korzyści. Może to brzmieć co najmniej absurdalnie, ale jak jest się dzieckiem czy nastolatkiem to takie myśli przychodzą do głowy. W szkole wielokrotnie pisałam sprawdziany na hipo, trzęsącymi się rękoma starałam się utrzymać długopis, próbowałam zebrać myśli do kupy, żeby przypomnieć sobie odpowiedź na zadawane pytanie. Wszyscy dobrze wiemy, że podczas hipoglikemii czasami nie jesteśmy w stanie ogarnąć podstawowych rzeczy czy informacji, no więc było to nie lada wyzwanie. Podobnie było na lekcjach, nie zawsze miałam w plecaku kostki cukru czy cukierki, żeby móc dyskretnie je zjeść. Czasami jedyną rzeczą, która mogłam zjeść była kanapka i kubuś. Jednak było mi niezręcznie jeść na lekcji, bo bałam się reakcji moich kolegów z klasy "ej a dlaczego ona je na lekcji? Jeśli ona może to ja też chce!". Niby wszyscy wiedzieli, że mam cukrzycę i że podczas hipo muszę natychmiast coś zjeść, jednak ja nie chciałam żeby nauczyciele myśleli, że wprowadzam niepotrzebny chaos na lekcji. Oczywiście w sytuacjach, kiedy objawy hipo nasilały się pytałam nauczycielkę czy mogę wyjść do toalety, brałam wtedy batona i na korytarzu w spokoju go jadłam. Dzisiaj bardzo żałuję swojej postawy, moje zdrowie powinno być dla mnie na pierwszym miejscu a jeśli miałam jakieś obawy to powinnam była po prostu porozmawiać z nauczycielem. Nie da się ukryć faktu, że nawet po kilku latach choroby była to dla mnie wciąż nowa sytuacja, a ja wciąż nie byłam oswojona z cukrzycą i co najważniejsze nie chciałam czuć się "inna" lub "gorsza" od swoich rówieśników.




To tyle wstępu. Chciałam teraz przejść do głównego tematu dzisiejszych rozważań o życiu cukrzyka.

W niektórych przychodniach widnieją tabliczki, że kobiety w ciąży i osoby z cukrzycą obsługiwane są w rejestracji poza kolejką. Można je spotkać szczególnie w prywatnych placówkach. Jednak nigdy nawet nie przyszłoby mi do głowy, żeby korzystać z tego przywileju. Jeśli dobrze się czuję to mogę stać w kolejce jak każda inna osoba a wpuścić do kolejki możemy kobiety w ciąży albo starszych, zniedołężniałych ludzi. Co jednak w sytuacji kiedy faktycznie źle się poczujemy? Czy tak łatwo będzie nam prosić innych pacjentów o wyrozumiałość?

Niecałe 1,5 roku temu, jak co kilka miesięcy moja diabetolog wysłała mnie na badanie hemoglobiny glikowanej, morfologii itd. Oczywiście wiadomo, że musimy być na czczo. No więc ja, jak to ja już poprzedniego dnia wieczorem ubolewałam, że nie będę mogła zacząć dnia od kubka gorącej czarnej kawy. Poza tym nigdy nie zdarza mi się wyjść z domu bez śniadania, gdyż jest on dla mnie swego rodzaju rytuałem. Jeśli nie zjem rano śniadania to odbija się to na całym moim dniu, mam kiepski humor i cały dzień wypełniony jest pasmem porażek. Wstałam bladym świtem (czytaj o 5 rano), zmierzyłam cukier który wynosił 79 mg/dl. Punkt pobierania krwi w przychodni jest czynny od 7:15 no więc o 6:40 byłam już na miejscu, żeby móc zając szybko kolejkę. Chciałam jak najszybciej się z tym uwinąć, żeby zdążyć na 8 do pracy. Niestety w kolejce czekało już 7 osób. Trochę się zdenerwowałam bo zaczęłam się zastanawiać czy każda z tych osób idzie zaraz do pracy, że muszą być tutaj tak wcześnie. 


Po 10 minutach poczułam typowe objawy hipo. Zrobiło mi się gorąco, zaczęłam się pocić, bluzka na plecach była zupełnie mokra. Mierzę cukier 60 mg/dl. Nerwowo patrzyłam na zegarek i zastanawiałam się czy zdążę wejść do punktu zanim cukier spadnie mi jeszcze niżej. Zastanawiam się, czy nie poprosić pozostałych pacjentów czy pozwolą mi wejść jako pierwszej, ale koniec końców dochodzę do wniosku, że prędzej mnie zlinczują, niż pozwolą wejść szybciej. 

W końcu jednak postanowiłam, że nie zniosę dłużej tych objawów i nie chce stracić przytomności z własnej głupoty. Wchodzę więc do gabinetu i informuję pielęgniarkę rejestrującą pacjentów o mojej sytuacji. Mówię, że jestem cukrzykiem typu 1, mam hipoglikemię i pytam, czy mogłabym wejść jako pierwsza. Podkreślam, że przede mną jest jeszcze 6 osób i chwilę to potrwa zanim będzie moja kolej. Na co  pielęgniarką podniosła na mnie wzrok znad komputera mówiąc "A co Pani myśli, tutaj co drugi w kolejce ma cukrzycę". Byłam tak zszokowana opryskliwością pielęgniarki, że jedyne co byłam w stanie wydukać to to, że nie każdy z tych cukrzyków ma w tej chwili niski cukier. Wychodząc powiedziałam także, że kobieta minęła się z powołaniem, ponieważ nie w taki sposób pielęgniarka powinna rozmawiać z pacjentem. Jej zadaniem jest przede wszystkim służenie pomocą, szczególnie w sytuacji zagrożenia życia. Po jakiejś chwili pielęgniarka wyszła z gabinetu i zapytała, cytuję "Gdzie jest ta młoda dziewczyna która tu przed chwilą była". Nie wstałam. Było mi przykro, że zostałam tak zaatakowana, kiedy jedyne, o co poprosiłam to abym mogła być pierwszą osobą, której zostanie pobrana krew. Miałam ku temu powód i nie była nim chęć wrócenia do ciepłego łóżka. Poza tym można to było zrobić w dyskretny sposób, aby pozostali pacjenci nie wszczęli zaraz awantury. 


Kiedy wreszcie nadeszła moja kolej miałam wrażenie, że zaraz zemdleję. Po pobraniu krwi osunęłam się na ławkę w korytarzu, resztkami sił wyciągnęłam z torebki kanapkę. Musiałam odczekać co najmniej 15 minut zanim byłam w stanie wstać. W drodze do pracy wstąpiłam do cukierni po słodką bułkę, bo czułam się strasznie słaba.


Po całej tej sytuacji rozważałam wysłanie skargi na pielęgniarkę, jednak doszłam do wniosku, że pewnie niewiele tym wskóram i wolę po prostu zapomnieć o tym incydencie. Była to na szczęście moja ostatnia wizyta w tej przychodni, dzisiaj mam prywatną opiekę medyczną a publiczne placówki omijam szerokim łukiem. Nie dość, że do specjalistów trzeba czekać kilka miesięcy, to jeszcze człowiek jest traktowany jak nieproszony gość. Tak, zdaję sobie sprawę, że nie każdy może pozwolić sobie na prywatną opiekę medyczną. Przez te wszystkie lata choroby doszłam do wniosku, że kiedy muszę, wolę po prostu zapłacić prywatnie za wizytę. Nie da się nie zauważyć, że podejście do pacjentów w prywatnych placówkach jest zupełnie inne. Oczywiście nie uogólniam tutaj, że wszystkie publiczne przychodnie są złe. Na pewno znacie takie, do których chętnie się wchodzi. Jednak myślę też, że wielu z Was przyzna mi rację, że opieka medyczna w Polsce wymaga jeszcze zmian i dopracowania. Rozumiem również, że lekarze i pielęgniarki mogą nie być zadowoleni ze swojej pracy, zarobków lub mogą mieć po prostu zły dzień. Podobnie pacjenci, którzy czekają w kolejce do tego samego specjalisty, co my. Pewnie co druga osoba śpieszy się do pracy, po dzieci do przedszkola lub po całym zabieganym dniu marzy o tym, żeby nareszcie znaleźć się w domu. Ale ludzie bądźmy dla siebie mili albo chociaż się postarajmy. Nikt nie mówi, że trzeba obsypywać wszystkich dookoła uśmiechem czy wpuścić przed siebie w kolejkę kilka osób. Jednak są sytuację kiedy możemy trochę wyluzować. W życiu kieruje się zasadą "Traktuj innych tak jak sam chciałbyś być traktowany". Z jednej strony to tak niewiele, jednak z drugiej bardzo dużo.

Czy byliście w podobnej sytuacji? Z jaką reakcją się spotkaliście? Czy oczekujecie specjalnego traktowania w związku z cukrzycą? 

Komentarze

  1. Z ciekawością przeczytałam Pani historię i niestety, mam podobne doświadczenia i podobny charakter. Jednak u mnie po 30 latach choroby powikłania są na tyle duże, że nauczyłam się walczyć o siebie. Pamiętam młodego chirurga na zastępstwie, który słysząc z czym do niego przyszłam powiedział, że nie może, nie umie mi pomóc, że po prostu brak mu doświadczenia. I bardzo go za to szanuję. O wiele bardziej niż lekarza, który opiekował się moimi ranami po amputacji palców stopy. " W porządku, ładnie sie goi" słyszałam po kontrolnych wizytach. Na szczęście miałam umówioną wizytę w warszawskim Szpitalu na Banacha, gdzie otworzono mi ranę , oczyszczono i poprawnie zaopatrzono. W moim powiatowym szpitalu do ran po amputacji przykłada się nadal chloraminę. Niestety, jestem skazana na publiczną służbę zdrowia, ale przekonałam się , że i tu można znaleźć lekarzy z pasją, zaangażowaniem i poczuciem odpowiedzialności za pacjenta. Dla mnie takim lekarzem jest dr. Zygmunt Trojanowski z Łodzi. W cukrzycy pewne rzeczy dzieją się z dnia na dzień, a na tego lekarza zawsze mogłam liczyć. Jest przy tym wymagający i uczy swoich pacjentów współodpowiedzialności za chorobę. Wiem jedno- my, cukrzycy nie jesteśmy tacy jak inni, choć na pozór nic nas nie wyróżnia. Do czasu, aż np. spadnie cukier. Dlatego MAMY PRAWO prosić o pomoc w nagłych sytuacjach. Myślę, że osobiście poinformowałabym przełożonych pielęgniarki, z którą miała Pani styczność o jej podejściu do pacjenta. Nie w formie skargi, ale informacji, że taki incydent miał miejsce, choć nie powinien się zdażyć. Proszę dbać o siebie! Pozdrawiam serdecznie! Ula Drozdowska

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w takiej sytuacji i chwile przed badaniem wypiłam soczek oznajmiłam to pielęgniarce przed pobraniem krwi, która zirytowała się, że zawracam jej czas. Po czym dosadnie powtórzyłam czym jest Cukrzyca t1 i nie miałam zamiaru zasłabnąć, a badanie muszę zrobić dziś. Okazało się, że nie ma żadnego problemu i można pobrać krew. Podkreślę, że nie była to tylko morfologia ale cała gamma badań potrzebnych w pierwszym trymestrze ciąży. Nie wiedza jest ogólnie spotykana, ale w takich placówkach personel powinien być dodatkowo szkolony.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dietetyczny i puszysty sernik dla diabetyka

Uwielbiam proste i szybkie w przygotowaniu ciasta i desery. Dopiero stawiam swoje pierwsze kroki w pieczeniu więc wszystkie skomplikowane przepisy z trudno dostępnymi składnikami w moim przypadku się nie sprawdzą. Dzisiaj w mojej kuchni cukrzyka serwuje Wam przepis na dietetyczny sernik
Składniki:

Spód:
- 9 łyżek otrębów orkiszowych lub owsianych
- 4 żółtka
- 1/4 tabliczki czekolady gorzkiej
- 6 łyżek mleka (ja użyłam mleko migdałowe bez dodatku cukru)
- 2 łyżki ksylitolu

Masa:
- 400 g sera twarogowego chudego
- 400 g jogurtu greckiego
- 4 białka
- 4 łyżki ksylitolu
- 2 budynie śmietankowe w proszku (najlepiej takie bez dodatku cukru)
- aromat waniliowy

Przygotowanie:
Najpierw przygotujemy spód sernika. Czekoladę ścieramy na grubych oczkach tarki, dodajemy otręby i wszystko mieszamy, następnie dodajemy żółtka i mleko i wszystko razem łączymy. Tortownicę (o szerokości 22 cm wyłożonej papierem do pieczenia) wykładamy ciastem. Podpiekamy w piekarniku przez 10 min w 170 st. C
Białka ubijamy na sztywną p…

Puszyste ciasto jabłkowo-serowe bez mąki i cukru

Dzisiaj polecam Wam przepis na bardzo smaczne i dietetyczne ciasto bez mąki, cukru i tłuszczu. Ciasto jest szybkie i łatwe w wykonaniu i powinno na stałe zagościć w kuchni cukrzyka. Dzięki swoim składnikom na niski indeks glikemiczny więc nie trzeba martwić się o skoki cukru. A co najważniejsze jest naprawdę smaczne- musi znaleźć się w menu diabetyka:-) 
Składniki:
- 4 żółtka
- 2 białka
- szczypta soli
- 4 łyżki ksylitolu
- 5 łyżek płatków owsianych
- 2 płaski łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 płaska łyżeczka cynamonu
- 3 łyżki twarogu z wiaderk
- 2 jabłka

Przygotowanie:
Żółtka ubijamy z ksylitolem na puszystą, gładką masę, do całkowitego rozpuszczenia się ksylitolu, następnie ciągle mieszając dodajemy ser. Gdy wszystko się połączy dodajemy cynamon, starte na grubej tartce jabłka, proszek do pieczenia. Mieszamy dokładnie i dosypujemy płatki owsiane. Na końcu dodajemy ubite na sztywno białka i delikatnie wszystko łączymy. Masę przekładamy do małej tortownicy okrągłej lub kwadratowej. Ja użyłam tor…

Pieczone pączki bez dodatku cukru i mąki pszennej

Dzisiaj w kuchni diabetyka przepis na pieczone pączki bez dodatku mąki pszennej i cukru. Te pełnoziarniste pączki idealnie sprawdzą się w kuchnidiabetyka.  Nie powodują nagłych skoków cukru a dzięki zawartości mąki pełnoziarnistej dłużej pozostajemy syci. No i co ważne zaspokojają naszą ochotę na coś słodkiego. Świetna przekąską w Tłusty czwartek :)
Zobacz inne przepisy na pączki:  mini pączki bez cukru oraz fit pączki.


Składniki:
- 200 g mąki orkiszowej- użyłam Basię
- 200 g mąki pszennej pełnoziarnistej- użyłam Lubelle
(można użyć tylko mąkę orkiszową)
- 150 ml mleka roślinnego 
(ja użyłam migdałowe niesłodzone) 
- 40 g świeżych drożdży
- 50 ml ciepłej wody
- 1 łyżeczka płynnego miodu
- 25 g masła klarowanego
- 40 g ksylitolu
- szczypta soli
- dżem truskawkowy lub inny 
(ja użyłam dżem niskosłodzony Łowicz)

Przygotowanie:
Drożdże rozkrusz w miseczce, dodaj łyżeczkę miodu płynnego, łyżkę mąki z przygotowanej puli. Wszystko zalewamy ciepłą wodą (nie może być za za gorąca), mieszamy, przykrywamy ściere…